„Obecność 2”: jak Polska – Portugalia (ocena 5/10)

July 7, 2016

 

 

Próba reaktywacji historii o prześladowanej rodzinie jak żywo przypomina niedawne spotkanie ćwierćfinałowe EURO-2016 z udziałem polskiej reprezentacji: jest zdecydowanie za długie, słabe, przewidywalne, momentami nudne, a momentami śmieszne, wykorzystuje wszystkie już znane zagrania, ale za bardzo nie można mieć pretensji do nikogo, bo wiadomo że i tak osiągnęli zbyt wysoki poziom.

 

Na pewno trzeba oddać reżyserowi (James Wan), że próbował (podobnie jak Adam Nawałka) wznieść się na wyżyny. Pierwszym zabiegiem, którego dokonał to przeniesienie akcje na obrzeża Londynu (Enfield). To mogło trochę odświeżyć temat. Niestety zostało niewykorzystane. Bo ta faza wstępna, charakterystyczna dla horrorów, została skrócona do minimum (jak dobra gra Polaków: bramka Lewandowskiego i koniec sytuacji). Zbyt krótko żeby poczuć angielski klimat.

 

Bardzo szybko przechodzi Wan do rzeczy. I ponosi największą porażkę (traci wyrównująca bramkę). Wykorzystuje prawie wszystkie do tej pory zastosowane sposoby straszenia, łącznie z tym że momentami unika pokazywania demona/ów, żeby przez kolejne sceny straszyć nim minuta w minutę. Czego tutaj nie mamy: i nawiedzona mówiąca obcym głosem dziewczyna, i tajemnicze głosy, i bujający się fotel, i przesuwające się meble, i senne mary, i samo włączający się zabawkowy wóz strażacki (osobiście wyjąłbym baterie), i przełączający się telewizor, i poruszająca się huśtawka, i Biblia, i egzorcyści, aż do komicznej sceny psa zmieniającego się w demona.

 

Nic dziwnego, że publiczność powoli się podśmiewuje, a horror niebezpiecznie zbliża do farsy. Ale Wan nie poddaje się bez walki, i doprowadza do dogrywki. Najpierw serwuje widzom niespodziewany zwrot akcji. Trudno się na niego nabrać biorąc pod uwagę, że na ekranie widzieliśmy żywe dowody prawdomówności dziewczynki. Zabieg ten tylko wydłuża nieuniknioną porażkę drużyny Jamesa.

 

Końcówka jest - trzeba to przyznać - emocjonująca jak rzuty karne, ale wynik przewidywalny i bez zaskoczeń. Wan, jakby nie zorientowany że już jest zdecydowanie za długo w grze, funduje nam jeszcze ckliwą konferencję pomeczową. W efekcie widz musi spędzić przed ekranem grupo ponad 2 godziny.

 

Oprócz samego reżysera-trenera zawiedli przede wszystkim aktorzy-zawodnicy. Żaden z nich się specjalnie nie wyróżnia, a niektórzy w końcu musieliby żeby widz dał się wciągnąć w akcję. A tym czasem nawiedzona dziewczynka jest nijaka, cała jej rodzina irytująca, a wybawcy roztrząsają swoje wewnętrzne dylematy. Jedynie demony starają się ratować sytuację, ale mogą się wychylić tylko po uprzednim zezwoleniu sztabu szkoleniowego.

 

Żeby zrobić ponad dwugodzinny horror trzeba jednak widzom zaprezentować coś więcej od zbitki wszelkich dostępnych propozycji straszenia. Namęczył się ten Wan-Nawałka, mógł osiągnąć sukces, a wyszła kiszka. Niestety.

 

Jak komuś mało czytania to są też religijno-światopoglądowe rozkminy tego filmu

o samym wydarzeniu w Enfield, i po części też o tym że można było na podstawie tego nakręcić dużo lepszy film TUTAJ

Nabrała się na kunszt Wane Ola Salwa ze Stopklatki (co potwierdza tezę że kobiety jednak są bardziej naiwne)

i jeszcze parę słów TUTAJ

i do posłuchania:

 

 

Please reload

Ostatnie posty
Please reload

Search By Tags

I'm busy working on my blog posts. Watch this space!

Please reload

Follow Us
  • Twitter Social Icon