"Z podniesionym czołem" - nie chcielibyście mieć takiego dziecka



Francuski film „Z podniesionym czołem” był prezentowany na dwóch warszawskich festiwalach: Wiosna Filmów i Przegląd Nowego Kina Francuskiego, oraz błyskawicznie wszedł do repertuaru kin studyjnych. Tak jak przypuszczałem to francuskie dzieło ma bardzo dobre RECENZJE, a samo w sobie jest filmem trudnym, raczej nudnym i niewiele wnoszącym. Przynajmniej w mojej – mocno antyfrancuskiej – optyce.


Głównym bohaterem, chociaż słowo bohater nie pasuje tutaj to naszego delikwenta – jest Malory. Chłopak z trudnej, rozbitej rodziny. Już pierwsza scena może być szokiem, bo matka bez ogródek wyrzeka się swojego pierworodnego nazywając go potworem i nie podejmuje się trudu wychowania. A mamy do czynienia z chłopcem raptem sześcioletnim. Do gry wchodzi więc sędzina (zupełnie nie trafione obsadzenie w tej roli gwiazdy kina francuskiego: Catherine Deneuve – a jak możemy przeczytać w recenzji wyborczej rozważany był do tej roli nawet Gérard Depardieu), której zmagania ze sprowadzeniem chłopca na właściwą drogę potrwają około 10 lat.


I całym tym okresem raczą nas twórcy filmu. Jeżeli widz dziwił się postawie matki na początku filmu, to szybko zostanie pozbawiony wątpliwości. Malory faktycznie jest dzieckiem, a następnie nastolatkiem nieznośnym i ma jakieś dziwne napady furii – akurat w najmniej sprzyjających okolicznościach (np. w trakcie rozprawy sądowej, czy rozmowy o przyjęciu do szkoły). Kwintesencją jest scena w której niekorzystny dla chłopca wyrok wydaje kobieta …. w siódmym miesiącu ciąży !?! To już jest tak absurdalny pomysł scenariuszowy, że chce się wyjść z kina – na szczęście jest pod koniec filmu.

Z podniesionym czołem” jest zrealizowany tak jakby twórcy chcieli ukarać widza i serwują mi sceny trudne do wytrzymania. Trudno zrozumieć niektóre motywacje ukazywanych w fabule postaw, a sama – jak wydaje się od początku – nieunikniona przemiana chłopca jest bardzo nieprzekonywalna.

To film, na którym siedzi się jak za karę. Jedyny plus, jaki widzę dla rodziców, to taki, że zawsze mogą być dumni że ich dziecko nawet w 1% nie odpowiada bohaterowi filmu. Tylko czy to wystarczający powód żeby siedzieć w kinie prawie 2 godziny, bo oczywiście twórcy mają problem z odpowiednim doborem scen i skróceniem tego przydługawego obrazu do jakiś rozsądnych 80 minut.


Odmienny pogląd mam również na ocenę aktorów w tym filmie, w tym szczególnie kluczową postać graną przez Roda Paradota. Ten naturszczyk chyba za bardzo wczuł się w rolę, w efekcie czego przeszarżował i wiele scen z jego udziałem jest przez to zwyczajnie niewiarygodnych. Ponadto zupełnie nie może się zdecydować jak prowadzić (przyznaję: trudną) rolę. Czy jednak szokować widza zachowaniem, czy próbować go przekonać że w każdym tkwi ociupinka dobra i najgorszego łobuza nie warto skreślać.

Pozostali aktorzy tutaj praktycznie tylko statystują. Wydaje się że najwięcej dała od siebie dziewczyna głównego bohatera grana przez Diane Rouxel, ale jest jej zdecydowanie za mało na ekranie, a jej wątek jest też nie najlepiej poprowadzony (szczególnie wątek aborcyjny).


Francuzi oczywiście są zachwyceni tym filmem, odwołują go do swojej klasyki (też mocno przereklamowanej artystycznie) i chwalą się na tym filmie na festiwalach. Jaki będzie jego odbiór w Polsce. Wczoraj w KC na seansie były 4 osoby.


Ostatnie posty
Search By Tags
Nie ma jeszcze tagów.
Follow Us
  • Twitter Social Icon