"Letnie przesilenie" - pomnik za ludobójstwo

May 4, 2016

Letnie przesilenie” to film o okupacji, w którym wojny jest niewiele. To opowieść o dwóch rówieśnikach stojących tylko pozornie po dwóch stronach barykady. W innej rzeczywistości szybciej zostaliby przyjaciółmi niż wrogami.


Polak grany przez Filipa Piotrowicza pracuje w maszynowni, ma dość obojętny stosunek do tego co się dzieje wokół. Ale jego uwadze nie mogą uchodzić zarówno kradzieże jego ojczyma, jak i porzucane rzeczy wywożonych do obozów rodzin żydowskich. Z drugiej strony mamy zbyt młodego niemieckiego żołnierza granego przez Jonasa Naya, który na wojnę trafił za karę słuchania muzyki jazzowej.


Wszystko dzieje się w miarę spokojnym polskim miasteczku, gdzie „problem” żydowski został już praktycznie przez Niemców rozwiązany (jeden z bohaterów twierdzi nawet że Polacy po wojnie będą za to Hitlerowi pomniki stawiać), partyzantów nie widać, a szef stacjonującego oddziału niemieckiego zginął, bo jechał pijany z domu publicznego. Taki stan zastaje nowy szef, służbista, zdeterminowany do walki z wszelakimi objawami niesubordynacji.


Obaj nasi bohaterowie są w wieku, który wymusza trochę innego żądze od walki zbrojnej. Stąd zainteresowanie płcią przeciwną, to młoda pomagierką w kuchni, to uciekającą przed eksterminacją Żydówką. Jak to bywa – właśnie te miłostki nie wyjdą naszym bohaterom na dobre doprowadzając do tytułowego przesilenia.

 

Do scenariusza tego filmu (nagrodzone zresztą) nie ma za bardzo się co czepiać. Pomysł żeby spojrzeć na okupację od tej strony: niemieckiej, spokojnego terytorium, jest bardzo ciekawy. Niestety potencjał ten nie zostaje należycie wykorzystany. Próba zbudowania trochę sielankowego klimatu niweczą narastające wydarzenia prowadzące niechybnie do konieczności opowiedzenia się przez bohaterów w sposób bardziej zdecydowanie. Tymczasem obaj aktorzy odgrywają swoje postacie nie przekonująco i sztampowo.
Ma ten film jeszcze wiele innych wad. Na pierwszy plan wysuwa się dźwięk i słyszalność dialogów. Naprawdę ciężko czasami zrozumieć, jakie kwestie padają. Na całe szczęście duża część filmu jest po niemiecku, więc można się ratować napisami.
Najgorsze jednak, że reżyser Michał Rogalski („Czas honoru”) podejmuje nieudane próby przemycenia jakiegoś głębszego sensu. Próbuje chyba ustawić naprzeciw siebie postawy obu chłopców, ale nie udaje mu się to na żadnej płaszczyźnie: miłosnej, wojennej, czy też koleżeńskiej. Fiaskiem tych prób jest finałowa scena sprowadzająca się do pytania, czy pierwszy będzie Polak w parowozie, czy Niemiec na motorze.

 

Słabo jest również aktorsko, szczególnie partnerki (Urszula Bogucka i Maria Semotiuk) grają jak w teatrzyku szkolnym. Piotrowicz i Nay grają natomiast na jednej nucie – może taki był zamysł, ale zupełnie się nie sprawdza. Kiepsko też wypadają role Krukówny (nareszcie na ekranie w jakiejś poważniejszej produkcji ) i Topy. Znakomicie natomiast prezentuje się drugoplanowa rola nowego szefa niemieckiego oddziału Steffen Scheumann – to sceny z nim napędzają film i wskazują że jednak może lepiej było skupić się na wątku służby wojskowej w niemieckiej armii.

 

Letnie przesilenie pewnie mogłoby budzić kolejne kontrowersje z uwagi na ukazanie apatii polskiego społeczeństwa w obliczu gehenny prześladowanych Żydów, ale film jest tak słaby i zostanie szybko zapomniany, że niewielu tutaj szkodzi w tym temacie.
Ten film po prostu nie pasuje do czasów, o których opowiada. Zresztą to nie pierwsza taka wtopa (nie mylić z Topą), równie pretensjonalny był pokazywany niedawno „Sprawiedliwy”.

Ale mimo tych wszystkich wad "Letnie przesilenie" jest jednak jakimś głosem w dyskusji o okupacji i postawach ludzkich. Dobrze to zresztą tłumaczy san reżyser.

Może po prostu za bardzo skupiamy się na martyrologii, a prawdziwy obraz życia za okupacji przedstawiają takie filmy, jak obraz Rogalskiego.

 

Please reload

Ostatnie posty
Please reload

Search By Tags

I'm busy working on my blog posts. Watch this space!

Please reload

Follow Us
  • Twitter Social Icon