"Bone Tomahawk" - Nienawistna Czwórka

May 3, 2016

Bone Tomahawk to wyjątkowy film, który trochę niefortunnie ma premierę w weekend majowy. Ale to pozycja obowiązkowa do wizyty w kinie, takie pomieszanie Jima Jarmuscha (Truposz), Clinta Eastwooda (Bez przebaczenia), Tarantino (Nienawistna Ósemka), braci Coen, Pikniku pod Wiszącą Skałą i klasycznych westernów, a nawet horrorów. Fani Zjawy (Leonardo Oscar DiCaprio), a także popularnego ostatnio quasi westerny Slow West też odnajdą coś dla siebie.

 

Na początek zachęcająca opinia niezawodnego Kinomaniaka.

Reżyser i scenarzysta S. Craig Zahler idzie własną drogą (mimo ze porównanie do największych dzieł kina nasuwają się w sposób oczywisty) tworząc chyba dzieło swojego życia.

 

Już początkowa sekwencja daje mocno "w czajnik". Dwóch złodziei i morderców realizuje kolejny swój napad połączony z podcinaniem gardeł. Co prawda szczegóły operacji są tylko słyszalne, ale dowiadujemy się że należy człowiekowi przebić 16 żył w gardle żeby nie było problemów.

Tym razem nie wszystko jest wykonane perfekcyjnie i bohaterzy muszą salwować się ucieczką. Pechowo jednak wybierają tragiczną dla siebie, i dla wielu innych, opcję, która rozpoczyna fabułę tych ponad dwugodzinnych zmagań z zemstą mocno specyficznej odmiany plemiona indiańskiego.

 

Przenosimy się do spokojnego miasteczka na Dzikim Zachodzie. Tak beztroskiego, że nawet w miejscowym barze jest jak w kościele. Poznajemy bohaterów, których losy będzie nam dane obserwować do końca seansu.

  • Jest przykładny szeryf i jego podstarzały pomocnik, weteran wojenny.

  • Jest piękna żona ze zdolnościami medycznymi i mąż kowboj ze złamaną nogą (naprawiał dach w czasie burzy).

  • Mamy również ubranego zazwyczaj na biało zabójce Indian (ma 116 na koncie, co ujawnia dopiero w dramatycznych okolicznościach).

 

Idyllę narusza pojawienie się w miasteczku tajemniczego przybysza (nie trudno domyślić się, że związanego z akcją pierwszej sekwencji). Szeryf musi pilnować porządku i reaguje kulą na swoje wątpliwości, co do prawdomówności gościa. Piękna żona jest proszona o pomoc lekarską. Mąż z kontuzjowaną nogą musi zostać w domu. Rano spokój miasteczka zostaje do cna wyczerpany. Brakuje bowiem w porównaniu do poprzedniego dnia trzech osób. Wymagana jest wyprawa ratunkowa.

 

Na wyprawę wyrusza Czwórka: szeryf, pomocnik, kowboy ze złamaną nogą i pomocnik szeryfa. To nie jest typowo westernowa kompania. Raczej przypadkowa, zdeterminowana ekipa. Poruszane są początkowo tematy błahe: jak trafność decyzji o kawalerstwie, czy też problem czytania książki podczas kąpieli. Ale tak naprawdę wszyscy zdają sobie sprawę na co się porwali. A już mąż ze złamaną nogą wspina się na wyżyny poświęcenia. Ale czego się nie robi dla tak pięknej żony.

 

 

To najlepszy fragment filmu. Autentycznie trzymamy kciuki za nasza czwórkę, mimo że akcja jest raczej nieśpieszna, a niektóre ich decyzje mocno kontrowersyjne.

 

Końcowa wersja filmu to już jazda bez trzymanki. Zahler nie oszczędza widza, ale jak ktoś wytrwał do tego momentu musi być przygotowany na takie przyśpieszenie akcji i pokazywanie tego, czego raczej nie chcieli byśmy oglądać. Lekko nie ma.

"Bone Tomahawk" jest filmem raczej niskobudżetowym. Ale na obsadzie nie zaoszczędzono. I aktorzy odwdzięczają się rewelacyjnymi kreacjami. Na plan pierwszy wysuwają się Kurt Russell i Patrick Wilson, ale czyż będąca celem akcji ratunkowej Lili Simmons nie ujmuje w tym filmie swoim "męskim" charakterem?

 

 Tak więc po stronie plusów mamy już reżyserię, scenariusz oraz aktorstwo. Ale to nie wszystko. Bo "Bone Tomahawk" jest perfekcyjnie również w szczegółach.

 

To co się przede wszystkich rzuca w oczy, a tak naprawdę w uszy to rewelacyjny dźwięk. Nawet w przeciętnym kinie (a tak trochę zlekceważyłem ten film idąc do "bylejakiego" - nie będę go reklamował) słychać po prostu każdy krok, każdy najdrobniejszy motyw. A jest to szczególnie ważne w scenach, w których reżyser oszczędza widza, i nie wszystko pokazuje.

Muzyka jest idealna, bo właściwie jej ... nie ma. Ale jak już się pojawia to buduje dodatkowy klimat.

Zdjęcia - jak to w westernie - są mocno stonowane, i tutaj operator wzoruje się na najlepszych wzorcach mistrzów tego gatunku.

 

Na koniec jeszcze kilka recenzji, może nie tak entuzjastycznych jak moja, ale też dużo ciekawych spostrzeżeń.

 

 

 

 

 

 

 

Please reload

Ostatnie posty
Please reload

Search By Tags

I'm busy working on my blog posts. Watch this space!

Please reload

Follow Us
  • Twitter Social Icon