"Hardcore Henry" - Doom w kinie


OK. To konkurs na najbardziej zakręcony film 2016 roku mamy rozstrzygnięty już w kwietniu. Produkcji Hardcore Henry nic nie pobija.

Strzałem w dziesiątkę było wybranie się na seans o 22.30. Na tym filmie nie sposób usnąć. W duchu dziękowałem że kino Cinema City nie pomyślało nad seansem 4DX – bo wtedy już byłby odjazd na maksa nie do przeżycia. Ale i tak dodałem sobie atrakcji oglądając ten film z pierwszego rzędu. Może z normalnej odległości aż takiego kociokwiku bym nie przeżył.

Recenzja z tego filmu będzie taka, że nic o samej fabule nie będzie. Bo nie ma sensu. Nie istotne czy ma ona ręce i nogi, czy jest ciekawa, czy historia jest dobrze opowiedziana. Jedynie można wspomnieć że większość akcji dzieje się w Rosji, co dodatkowo nadaje klimatu tej produkcji.


Najważniejsza jest bowiem forma. Otóż nie zobaczymy tytułowego Henry na ekranie, i nawet nie ma aktora który go grał. Otóż to widz jest nim, bo cały – od pierwszej minuty film oglądamy z perspektywy jego głowy. Dobre jest to na 10 minut, ale na dłuższy okres strasznie meczące, a film w końcu nie trwa jakoś długo. To tak jakby oglądać przez półtorej godziny teledyski. Nawet fajne w końcu męczą.

W pewnym momencie przypomniało mi się że podobny motyw ktoś niedawno zastosował. Co więcej dostał za ten film Oscara. Mowa oczywiście o węgierskim „Syn Szawła”. Tam również (niech nas nagroda Akademii nie myli, bo wiadomo że to kwestia tematyki) siedzimy w głowie bohatera. I tam również ten zabieg nie wypalił (przynajmniej w zgodnej ocenie redaktorów tego portalu). Oczywiście zupełnie inna tematyka, bo jednak co innego horror obozu koncentracyjnego, a co innego strzelanie po ulicach Moskwy. Ale w sumie czy tak istotnie „co innego”?


Tak naprawdę, to wprowadzenie Hardcore Henry do regularnej dystrybucji było ryzykiem, ale po frekwencji i komentarzach widzę że film się przyjął. Oczywiście zachwycony jest mój guru w zakresie filmów zakręconych Quentin, więc jak chcecie iść na ten film – koniecznie polecam jego spostrzeżenia.

Nie ukrywam, że mnie Henry nie kupił – może przez ten feralny pierwszy rząd. Ale jak ktoś ma ochotę – to nie przestrzegam. Bo jednak rozbierając na czynniki pierwsze, można docenić ogrom pracy i pomysłów. Przede wszystkim zdjęcia to jakiś majstersztyk – naprawdę nie wiem jak można było takie sceny sfilmować. Montaż – rewelacja. Świetna muzyka – momentami właśnie czułem się jakbym oglądał teledysk. No i pomysły – tyle co wymyślili w trakcie tych 90 minut – to można obdzielić kilka filmów. Kostiumy, scenografia, charakteryzacja – bajeczka. Ładne dziewczyny w klubie nocnym – na dokładkę.


Co prawda przez moment klimat, jaki tworzył ten film przypominał mi erę kaset wideo lat 80-tych, ale jednak takich doznań przed telewizorem nie sposób przeżyć. Ale może też warto spróbować, bo przegięcie w zakresie zdjęć i montażu może na mniejszym odbiorniku pozwolić do lepszego śledzenia – równie mocno zakręconego – scenariusza.


I jeszcze jedno spostrzeżenie z tego filmu: w Rosji sprzedaje się około 10 tysięcy kijów baseballowych i jedynie 50 piłek do tej gry. Takie życie. I jak tu się dziwić że powstają takie filmy. Kto wie czy reżyser w dzieciństwie nie dostał przypadkowo jednym z nich w swoją absurdalnie twórczą głowę.


Ostatnie posty
Search By Tags
Nie ma jeszcze tagów.
Follow Us
  • Twitter Social Icon