"Brooklyn" - Saoirse Ronan


Mamy lat 50-te ubiegłego wieku. Biedna Irlandia. Młoda, niespecjalnie urodziwa (w końcu Irlandka) dziewczyna pracuje w sklepie dorabiając na ciężkie życie. Ma matkę i siostrę. Ojciec nie żyje. Pragnie lepszego życia. Podejmuje bardzo trudną decyzję o wyjeździe do Ameryki. Zostawia ukochaną siostrę, skazując ją na opiekę nad samotną matką. Przestraszona, z chorobą morską na statku dociera do bram „raju”.

To tylko zarys fabuły, która szybko się rozwija i wielokrotnie zmienia tory. Jest ona jednym z najlepszych elementów tego filmu. Akcja wartka, co chwila coś się dzieje. Zwroty akcji są zaznaczone bardzo delikatnie, często musimy je odgadnąć z samego zachowania bohaterów, ale nie jest to zadanie trudne i sprawia przyjemność przy oglądaniu tego filmu. Nie do końca charakter filmu oddaje tytuł, bo nie jest to film tylko o Ameryce i adaptacji w niej imigrantów (szczególnie Irlandczyków i Włochów). Nawet bardziej jest film o plotkarskiej małej miejscowości w Irlandii. Albo o różnicach kulturowych i zwyczajów poszczególnych nacji (ważne są tutaj nawet stroje kąpielowe).

„Brooklyn” świetnie oddaje klimat lat 50-tych. Twórcy filmu wzorowo wykonali swoją pracę: znakomita jest charakteryzacja, kostiumy, zdjęcia. Tworzy to niepowtarzalny klimat przez cały film. Jest on po prostu uroczy i z zapartym tchem podąża się za główną bohaterką.

I to właśnie ona jest największym plusem filmu. Saoirse Ronan zagrała wprost rewelacyjnie, dzięki czemu mam komu kibicować w kategorii najlepsza rola kobieca (wiem że przegra, ale co z tego). Sposób, w jaki zagrała - w końcu nie łatwą rolę - jest zdumiewający i najlepiej widoczny w ostatniej scenie, ukazującej przemianę z przestraszonej dziewczynki w pewną siebie kobietę, z zakompleksionej Irlandki w dumną Amerykankę.

Film ma jedną wadę: faceci na Brooklynie interesują się baseballem, a nie koszykówką. Pewnie dlatego do końca świata Brooklyn Nets będą chłopcem do bicia w NBA.

Ostatnie posty
Search By Tags
Nie ma jeszcze tagów.
Follow Us
  • Twitter Social Icon