"Śpiewający obrusik" - płaczące dziecko w Naleśnikach


Samo wejście filmu „Śpiewający obrusik” do regularnej dystrybucji kinowej jest mocno zaskakujące, ale w wybranych kinach studyjnych ten eksperyment (bo chyba film to określenie na wyrost) gromadzi niewielką publikę. Jest to bowiem pierwszy film dyplomowy, który trafia do kin. Obrusik był to pokazywany na festiwalu Nowe Horyzonty więc małe doświadczenie ma.


Tak naprawdę to cztery niezależne etiudy, bardzo zróżnicowane tematycznie, ale również pod względem poziomu realizacji i napięcia:

  1. Pierwsza („Kazan”) jest o groźnym psie przygarniętym przez chłopaka mieszkającego w bloku z matką

  1. Druga („Narkolove story”) to momentami strasznie dosłownie pokazana miłość dwóch narkomanów

  1. Trzecia („Naleśniki”) to historia patologicznej rodziny z małym dzieckiem i proces przygotowania tytułowego posiłku z jednego jajka i z cukru w kostkach (trzech kostkach).

  1. Czwarta („Śpiewający obrusik”) to powieść właśnie o tytułowym obrusiku: pomieszanie legendy o królewnach z warszawskimi halami i galeriami handlowymi, a na końcu przekształcona w tańce rodem z filmów Bollywood.

Niestety etiudy są bardzo nierówne, trudno znaleźć ich wspólny mianownik i jakikolwiek sens prezentowania w takiej formie. Każda z nich osobno by prezentowała się lepiej, a przede wszystkim miałaby odpowiedni dla takiej produkcji czas.



Szkoda, że w tym miszmaszu ginie etiuda trzecia z kolei, którą można określić jako „naleśnik z jednego jajka” albo „płaczące dziecko”. Bo ten filmik jest naprawdę zrealizowany znakomicie, ma istotny wydźwięk i wręcz trzyma widza w emocjach. Płaczące przez cały czas trwania tej etiudy dziecko jest takim szlochem nad możliwą do zaistnienia sytuację rodziny – skłóconej, mającej do siebie pretensje, nie potrafiącej pohamować agresji, żyjącej na granicy ubóstwa. Anna Mrozowska i Maciej Miszczak grają młode małżeństwo z blokowiska, których otaczająca rzeczywistość, małe dziecko i brak perspektyw jednoznacznie przerasta. Niby mają urządzone mieszkanie, ale widać że ich sytuacja jest dramatyczna i zupełnie sobie z tym nie dają rady. Ta nowela to też taki prawdziwy obraz polskiej rodziny i sygnał dla wielu, którzy zachwycają się postępem i wzrostem zamożności w Polsce. Niestety często wygląda to bardziej tak jak w trochę przerysowanych „Naleśnikach”.


Może nawet dla tej jednej noweli warto obejrzeć cały film, chociaż wolałbym ją sobie obejrzeć np. zamiast reklam podczas innej wizyty w kinie.

Ostatnie posty
Search By Tags
Nie ma jeszcze tagów.
Follow Us
  • Twitter Social Icon