"Moja miłość" - Sindbad


Czasami nawet w kinie człowiekowi ręce mogą opaść. Gdyby nie fakt, że pod koniec grudnia na polskie ekrany wszedł film „Córki dancingu”, to z czystym sumieniem mógłbym napisać że dawno się tak nie wymęczyłem. Ale tak to mogę jedynie naskrobać, że od miesiąca nie przeżyłem takich męczarni.


Fabuła (jak kogoś interesuje): kobitka zakochuje się na imprezie w facecie, który do tej pory bzykał tylko modelki, idą do łóżka (gdzie rozkminiając szerokość waginy), biorą ślub, płodzą dziecko, on sobie imprezuje i sypia z innymi, ona się wkurza i wyprowadza, rozwód, po rozwodzie ponownie idą ze sobą do łóżka, potem znowu się kłócą, i chyba koniec.



Tak złego filmu ze świecą szukać. Wszystko jest tutaj beznadziejne od scenariusza, poprzez grę aktorską, dialogi, montaż, muzykę, aż po realizację (jakieś dziwne pomieszanie ciągłej fabuły z rehabilitacją po złamaniu nogi). Fakt, że po francuskim filmie trudno się czegokolwiek spodziewać, ale są jakieś granice. Siedzenie ponad dwie godziny na tym arcydziele w kinie to naprawdę straszne przeżycie.


Jakby mało bezsensów było w tym pseudofilmie to jeszcze narodzonemu dziecku dali na imię Sindbad. No litości …

Ostatnie posty
Search By Tags
Nie ma jeszcze tagów.
Follow Us
  • Twitter Social Icon