"Aurora" - wysypisko śmieci


Nauczycielka wyczytuje w gazecie o porzuconym martwym noworodku na wysypisku śmieci. Sama nie może mieć z mężem dzieci, stara się o adopcję, ale jest to proces mocno skomplikowany. Gazetowa informacja zupełnie zmienia i dezorganizuje jej życie.


Gdyby nie informacja o historii opartej na faktach, mocno bym się zastanawiał jak można było wymyślić tak absurdalną linie postępowania bohaterki. Jej motywacje są zupełnie niezrozumiałe, a niektóre działania wskazują na początki manii, a nawet choroby psychicznej (np. rozlepianie ulotek na koszach: „nie wyrzucać noworodków”).

Trochę w sferze fabuły „Aurora” przypomina „Syna Szawła” – niespecjalnie dopingujemy bohaterce, bo trudno zrozumieć jej manię. Rozumiem że odprawienie obrządku pochówku może być dla kogoś bardzo ważne, ale jednak nie można w tym zatracić swojego życia: kontaktów z najbliższymi, pracy, przyjaciół.


Jest w tym filmie wiele scen niepotrzebnych, zupełnie nic nie wnoszących do fabuły. Są bardzo słabe dialogi i wypełniające na siłę czas dłużyzny, nie budujące napięcia, a jedynie próbujące zakwalifikować Aurorę do tzw. kina ambitnego. Niestety słabe to i mało zajmujące. Nic dziwnego że nawet w Warszawie film jest grany na pojedynczych seansach z kilkuosobową widownią.



Nieudany eksperyment z dystrybucją filmu produkcji chilijskiej.

Ostatnie posty
Search By Tags
Nie ma jeszcze tagów.
Follow Us
  • Twitter Social Icon