"Spotlight" - przegadany Oscar


Spotlight” – amerykański film oscarowy o dziennikarstwie śledczym. W kinach dopiero na początku lutego, ale akurat na galę, na której film może święcić wielki triumf (szczególnie z uwagi na tematykę i wydźwięk fabuły).


Tytułowe określenie to komórka dziennikarska w „The Boston Globe”, która w 2001 roku (ważny rok w kontekście fabuły) podjęła się śledztwa w sprawie przypadków molestowania przez księży dzieci w Bostonie i ukrywania (tuszowania) tego faktu przez hierarchię kościelną. Bohaterami filmu jest kilku dziennikarzy, którzy prowadzą śledztwo dziennikarskie dążąc do pozyskania dowodów oraz docierając do świadków i przede wszystkim ofiar.


Film ma znakomite recenzje, nawet wyczytałem że 97% ocen jest pozytywnych. No cóż, naprawdę bardzo mi przykro, ale obejrzałem ten obraz dwukrotnie żeby upewnić się że należę do tych 3%.


Zupełnie pomijam tematykę (są takie, które są automatyczną „furtką” do gali oscarowej, ta akurat jest, i tyle – jak ktoś sobie chce podyskutować o TYM problemie - są liczne fora z milionami kłótni internautów), skupiam się na samej realizacji filmu.


Po pierwsze zupełnie brakuje przodującego bohatera w tym filmie. Zespół dziennikarski jest rozdrobniony, raz jeden śledczy jest uwypuklony, raz inny, a czasem cała grupa. Reżyser zupełnie nie potrafił rozłożyć akcentów na poszczególnych bohaterów, w efekcie wszyscy są nijacy. Już bardziej nacisk jest położony na postacie drugoplanowe: z jednej strony dobrze ukazane zostały postawy ofiar, dobrze również zarysowano postacie hierarchów kościelnych (tylko że są oni na ekranie może przez 5% filmu).


Mimo że na ekranie mamy plejadę gwiazd (Mark Ruffalo, Michael Keaton, Rachel McAdams, Liev Schreiber) to uwagę widza najbardziej przykuwają znerwicowane postacie ofiar, cyniczny adwokat (Jamey Sheridan) i bezczelny kardynał (Len Cariou) prezentujący dziennikarzowi katechizm.


Film jest maksymalnie, ale to maksymalnie rozgadany: zorientować się w tych wszystkich nazwiskach, faktach, wątkach (nie znając pierwowzoru wydarzeń) nie sposób – nawet po dwukrotnym obejrzeniu.


Spotlight zupełnie nie ma dramatyzmu: po 5 minutach wiemy jak się wszystko potoczy: znajdą świadków i pozyskają drastyczne wywiady, zdziwią się że skala zjawiska jest tak duża, mafia kościelna będzie się bronić ukrywając dokumenty, jakimś sposobem wpadną na sposób dotarcia do prawdy, opublikują artykuł, wybuchnie skandal – spokojnie można w 10 minucie wyjść z kina wiedząc wszystko. Najbardziej dramatyczna scena w tym filmie to wysiłki dziennikarki żeby włożyć oporną półkę z brudnymi naczyniami do zmywarki.


Sposób budowania akcji jest toporny, a już scena liczenia 5% od 1500 wręcz komiczna. Zresztą, pomimo raczej przygnębiającego tematu, wielokrotnie publiczność się podśmiewuje bo zwyczajnie momentami poczynania bohaterów wydają się komiczne.


Spotlight z pewnością znajdzie swoich widzów, zachwyconych sposobem realizacji, dramaturgią i podnieconych wykryciem spisku w Kościele Katolickim. Ten film trzeba obejrzeć (nie przejmując się niniejszą pisaniną) żeby sobie wyrobić zdanie, ale po wyjściu z kina można od razu zapomnieć – bo nawet trudno wskazać jedną scenę która by jakoś pozostawała w pamięci.


Film ma sześć nominacji do Oscara i to w kluczowych kategoriach (najlepszy film, reżyser, scenariusz oryginalny, a nawet montaż – którego notabene prawie nie ma w tym filmie). Powodzenia ….

Ostatnie posty
Search By Tags
Nie ma jeszcze tagów.
Follow Us
  • Twitter Social Icon