Makbet - gorzej niż lektura szkolna


Za ekranizację - najlepszego w mojej ocenie - dzieła Szekspira wziął się australijski reżyser z niewielkim doświadczeniem (zaledwie 3 filmy pełnometrażowe) Justin Kurzel. Dobrał sobie do ekipy dwie gwiazdy aktorskie pierwszej jakości: Makbeta gra - rządzący na polskich ekranach w ostatnich tygodniach - Michael Fassbender, w rolę jego żony wciela się Marion Cotillard.


Na literaturze Szekspira potknęły się już większe znakomitości niż Kurzel, co w niczym go nie usprawiedliwia: "jak nie potrafisz, nie pchaj się na afisz". Jego Makbet niestety jest porażką na każdej linii. Nie ma żadnych zalet, dobrych momentów, nie spodoba się ani fanom Szekspira, ani tym którzy od książek trzymają się z daleka.


Film jest przede wszystkim irytująco statyczny, co w przypadku takiej fabuły jak Makbet jest wręcz nieprawdopodobne. Sceny batalistyczne są praktycznie pominięte, raz na jakiś czas ktoś komuś wbija w sztylet w serce i tyle.

Aktorzy beznamiętnie recytują kwestie z dramatu. Aż dziw że nie noszą ze sobą orginałów książki,


Zdjęcia są męczące, nachalnie bliskie postaciom, przez co trudno się w ogóle zorientować w perspektywie i naprawdę ciężko skupić, i na obrazie i na wygłaszanych formułkach. Muzyka jest monotona, nie zgrana z treścią, nie wnosząca żadnego klimatu.


Jedynym lepszym momentem są napisy końcowe, gdy rozlewająca się czerwień (może symbolizująca krwawe zbrodnie i książkowe fobie Szekspira) pozwala na czmychnięcie z sali znudzonej widowni.


I jak na domiar złego reżyser okrada fabułę z jej najważniejszych atutów czyniących Makbeta dramatem wyjątkowym.

Po pierwsze nie ma w tym filmie praktycznie w ogóle Lady Makbet - postaci kluczowej, niektórzy twierdzą że nawet ważniejszej w tym dramacie od bohatera tytułowego. Szkoda mi Marion Cotillard, bo ewidentnie wsadzono ją na minę. Nie miała czego zagrać i zaliczyła najgorszy występ ekranowy w karierze.

Po drugie najwspanialsza scena Makbeta podejścia lasu Birmańskiego pod zamek Makbeta jest sprowadzona do jakiegoś pożaru i powiewów wiatru. Profanacja.


Ten film nie może się spodobać fanom dramatu Szekspira, nie tylko z powyższych powodów. Reżyser okrada fabułę z dramatyzmu, magii (fatalne sceny z wiedźmami), motywacji bohaterów, nawiązań do zatrucia władzą.

Makbet z pewnością nie spodoba się tym którzy książki nie znają, bo nie będą w stanie przebrnąć przez dukane teksty - zanudzą się na śmierć mimo że dzięki Bogu film nie przekracza dwóch godzin.

Ten film nie spodoba się widzom szukającym w kinie emocji, bo ich nie ma. Nie ma emocji w tak dramatycznej opowieści o zdobywaniu i traceniu władzy. Zdumiewające.

Ten film nie spodoba się widzącym w Makbecie fascynującą anatomię władzy. Bo niestety problem ten u Kurzela jest maksymalnie ogołocony.


Nawet jeżeli od brytyjskiego kina niezależnego można mniej wymagać, to nic nie usprawiedliwia twórców tego dziadostwa. Szekspir się w grobie przewraca. Nie idźcie do kina na ten film.


Ostatnie posty
Search By Tags
Nie ma jeszcze tagów.
Follow Us
  • Twitter Social Icon