Slow West - produkt westernopodobny

November 27, 2015

 

Slow West w reżyserii Johna Maclean miał światową premierę w stycznia 2015 roku, a na polskie ekrany wchodzi dopiero teraz pod koniec listopada. Jest to zupełnie niezrozumiałe opóźnienie, bo zdążył już zebrać uznanie widzów i krytyków, w tym został nagrodzony na prestiżowym festiwalu Sundance, zdobył nagrodę publiczności na festiwalu Transatlantyk w Poznaniu, nominację do European Discovery - Prix FIPRESCI oraz nagrodę Europejskiej Akademii Filmowej dla najlepszego pełnometrażowego debiutu.

 

Reżyser John Maclean jest Szkotem z pochodzenia i do tej pory zajmował się przede wszystkim malarstwem (studia), muzyką: komponował i pisał teksty piosenek – był członkiem zespołu Beta Band, ale najbardziej spodobało mu się kręcenie teledysków.

Jego matka była malarką, a z ojcem namiętnie oglądali westerny.

To wszystko widać w „Slow West”, którego urok to zdjęcia, muzyka, nostalgiczne podejście do gatunku westernowego oraz szkocie nastawienie do życia. A wadą tego filmu jest sztampowy scenariusz i bezpłciowe dialogi.

 

„Slow West” przenosi nas w świat westernu, gdzie trup ściele się gęsto, a podstawową formą zarobku jest zabijanie za wyznaczoną na ulotkach nagrodę pieniężną (co zresztą prowadzi do wielu nieporozumień). Są także i tubylcy, którzy opanowali do mistrzostwa sztukę łuczniczą.

 

W tych mało sprzyjających okolicznościach młody szkocki arystokrata Jay (znakomicie zagrany przez Kodi Smit-McPhee) nieświadomy skali niebezpieczeństw podąża za ukochaną wybranką serca. Od niechybnej śmierci ratuje go spotkanie z łowcą nagród – czytaj „westernowym płatnym mordercą” Silasem (Michael Fassbender), który zaoferuje mu pomoc w dotarciu do celu. Oczywiście tylko naiwny Szkot nie domyślą się że Silas ma w tym układzie swój interes.

 

„Slow West” jest filmem zrealizowanym w stylu który przebija się już z tytułu: jest pełen spokojnych i wolnych scen przerywanych szybkimi egzekucjami. Reżyser stara się klimat filmu budować na muzyce, fantastycznych zdjęciach, mimice aktorów i niedopowiedzeniach. Jak ktoś złapie klimat to pewnie zakocha się w tym filmie (przynajmniej na czas trwania w miarę krótkiego seansu). Dopiero końcówka jest hołdem dla koneserów westernów, ilość trupów na minutę wzrasta skokowo.

 

Podstawową wadą „Slow West” jest jego wtórność. Prób dramatyzowania, psychologizowania i parodiowania westernów było w ostatnich latach multum, i na ich tle film Macleana wypada mimo wszystko blado.

Co z tego że reżyser próbuje budować własny klimat, jak przypomina to do złudzenia Truposza Jima Jarmusha.

Co z tego ze zdjęcia są piękne i urokliwe, jak podobne można znaleźć nawet w westernach z lat 60-tych (zastąpienie Kolorado Nową Zelandią niewiele tutaj zmienia).

Co z tego że otrzymujemy dawkę ironii do gatunku westernowego, jak na głowę bije Slow Westa Bez przebaczenia z 1992 roku.

Do tego dochodzą ostatnie hitowe filmy westernowe Tarantino (Diango) i braci Coen (Prawdziwe Męstwo). Jest z czego wybierać i trudno w takim natłoku rozkoszować się filmem Macleana.

 

Slow West nadaje się do obejrzenia – aby załapać klimat - jedynie w ciemnej sali filmowej, tym bardziej szkoda że polski dystrybutor tak opóźnił się z premierą. Mam więc wrażenie że nie zrobi kariery w polskich kinach studyjnych – co nie znaczy że nie zachęcam (szczególnie jak ktoś lubi eksperymenty z westernami).

Nie wykluczam natomiast że Maclean bardziej nas zaskoczy w kolejnych swoich dziełach. O ile nie wróci do pisania piosenek, albo nie poprzestanie na oglądaniu meczów piłkarskich.

Please reload

Ostatnie posty
Please reload

Search By Tags

I'm busy working on my blog posts. Watch this space!

Please reload

Follow Us
  • Twitter Social Icon