Kosogłos - przegadana dwójka (ocena 4/10)


Ostatnia część książkowych Igrzysk Śmierci została filmowo rozbita na dwie części. I po całkiem klimatycznej jedynce można było oczekiwać, że nie jest to głupie rozwiązanie. Multum wydarzeń które zachowano na „dwójkę” pozwalał oczekiwać dynamicznego filmu, jako zwieńczenia całej serii.


Niestety film jest totalną porażką – pod każdym względem – zarówno dla fanów książki, jak i dla tych którzy nastawili się wyłącznie na wersje filmowe.

Pierwsza godzina to w zasadzie czas stracony, ogranicza się do serii bezsensownych rozmów głównej bohaterki jakby żywcem zaczerpniętych z książki. Katniss z nienagannym makijażem przeprowadza na ekranie pogaduszki, a to z kolegą, a to z pacjentką w szpitalu, a to z nawiedzonym narzeczonym, a to z dowódcą. Nawet tak atrakcyjne książkowe zdarzenie jak unicestwienie twierdzy Orzech sprowadza się w filmie do przemówienia głównej bohaterki i gadki z jednym z ocalałym cywili. Najdynamiczniejsza scena pierwszej godziny to tańce na ślubie. Film trochę ożywia jedyna udana scena czarnej mazi, ale wszystkiego emocje trwają kilka minut. Potem wracamy do przemów Katniss i drewnianych dialogów.


Pod koniec nie robi się o wiele lepiej: kompletnie nieudana jest scena w podziemiach, która przypomina raczej horrory klasy C. Słabiutka też jest niezwykle istotna scena z atakiem spadochronów na dzieci. Kwintesencją beznadziei jest kluczowa scena egzekucji – która w książce była mocno zaskakująca, a tutaj jest przewidywalna do bólu – co potwierdziła Gosia, która książki nie czytała.

O końcowej dłużyźnie już lepiej nie wspominać – widać film był szyty na miarę arcydzieła ponad dwugodzinnego.


Nic w tym filmie nie gra: fabuła jest spłycona do i tak przeciętnej książki, zdjęcia "na odwal się", efekty specjalne nieliczne jak na możliwości fabuły, muzyka jednostajna.


Gra aktorska zasługuje na osobny akapit.

To co wyprawia dwójka głównych aktorów i sposób ukazania istotnych w fabule interakcji bohaterów - to poziom teatrzyku szkolnego (chociaż może to być obrazą dla większości z nich). Grająca Katniss Jennifer Lawrence łazi cały film na jednej minie, dobrze że przynajmniej większość filmu jest pokazywana od tyłu. Czyhający na jej życie niedoszły (przynajmniej do końcówki) mąż jest tak dramatycznie sztywny, że niewiadomo z kim on wygrał casting do tego filmu - chyba z posłem Burym.

Szkoda że tak mało w tym filmie jest Prezydenta Snow, bo grający go Donald Sutherald jako jedyny podszedł do zadania poważnie.

Słabo jest niestety zagrana przez Julianne Moore przywódczyni Coin - chyba aktorka nie przeczytała książki, bo jej postać nie miała być taka oczywista jak ona zagrała.

Szczątkowo gości na ekranie Hoffman - ale tutaj jest to usprawiedliwione okolicznościami losowymi.


Film trochę ożywia kot Jaskier - ale pomysł że jakikolwiek kot (gruby, chory, ślepy, głuchy), nie zareaguje jak się w nim czymś rzuci zasługuje dla twórców filmowego Kosogłosa do nagrody idiotyzmu roku.


W filmie nie ma ani jednego efektu 3D, więc siedzenie w okularach i przepłacanie jest bez sensu. Trochę się postarano w Arkadii przy realizacji 4D, ale też nie bardzo mieli co robić - bo po co ruszać fotelem w trakcie drewnianych dialogów. Nie wydawajcie więc 50 zł na taką wersję.


Najlepiej to nie wydawajcie ani grosza. Już lepiej przeczytajcie sobie jeszcze raz, przeciętną ale w miarę przyzwoitą książkę.


Zwiastun:



Ostatnie posty
Search By Tags
Nie ma jeszcze tagów.
Follow Us
  • Twitter Social Icon