• Andrzej

„Tam gdzie jesteś” – Tomasz Betcher


Tam gdzie jesteś

Romans specyficznych bohaterów w nadmorskim klimacie. Książka dla kobiet napisana przez mężczyznę.

Młody mężczyzna włamuje się w deszczową jesienną noc do opuszczonego nadmorskiego domku. Pech (?) chce, że właścicielka przyjeżdża uporządkować rzeczy po ojcu. ON - Adam, kloszard, ale inteligentny, oczytany, mężczyzna po przejściach skrywający mroczną tajemnicę. ONA – Anna, pracowniczka banku ale z zamiłowania psychologii, matka nastoletniego Filipa, nieszczęśliwa żona po 20 latach zdecydowana na rozwód z apodyktycznym mężem. Czy romans kloszarda z maltretowaną psychicznie kobietą w średnim wieku ma jakąkolwiek przyszłość?

Nowatorstwo tej opowieści wynika nie tylko, że autorem jest mężczyzna, co zawsze ustawia trochę inną percepcję, ale ze względu na pogłębione rysy psychologiczne. Zarówno Anna, jak i Adam przedstawieni są jako głęboko nieszczęśliwi w swoich dotychczasowym życiu. Nie wynika to jednak z ich złego nastawienia, a raczej zestawienia złych wyborów, naiwności, czy presji otoczenia. To bohaterowie wzbudzaj sympatię, można momentami nawet zbyt kryształowi. Jednak zostaje naszkicowani w kompleksowy sposób, a nich związek angażuje czytelnika. Przynajmniej do pewnego momentu. Bo w końcówce brakuje pomysłów, a rozwój wypadków jest przewidywalny nawet jak na tego typu literaturę.


Nakreślony jest również kontekst społeczny. Z jednej strony postrzeganie ludzi bezdomnych, jako niewykształconych pijaków, samych sobie winnych – śmierdzących, odpychających, zdegradowanych do poziomu zwierzęcia. A jak słusznie dowodzi ta książka, każdy ma za sobą jakąś historie, może nie każdy aż taką jak bohater, ale nie jest to zupełnie odrealnione. Z drugiej strony kobieta trzymająca się małżeństwa bez perspektyw, niespełniona zawodowo, przytłoczona, z poczuciem utraconych najlepszych lat życia. Częsty przypadek we współczesnym świecie osób postawionych wysoko, z zawodów typu prawnicy.


Fabuła skłania więc do głębokiej refleksji, bo podobne przypadki są wokół nas. Każdy styka się z bezdomnymi, każdy zna żonę będącą pod naciskiem faceta robiącego karierę. Czytelnik może sobie przyporządkować znane z życia przykłady do opisanej pary. To nie oznacza, że mijając bezdomnego zacznie w nim dostrzegać coś więcej niż wszechobecny smród, ale może jednak skłonić do zastanowienia.


Tomasz Betcher nie jest zawodowym pisarzem, i to jest widoczne, a dla samej powieści niesie pozytywy i negatywy. Z pewnością jako czynny pedagog i psychoterapeuta wykorzystuje własne doświadczenie, pewnie zawarł nawet konkretne przypadki ze swojej praktyki zawodowej. Z drugiej strony książka nie ma odpowiedniego tempa, pod koniec brakuje pomysłów, razi uproszczeniami i literacką prostotą. Czyta się szybko i dobrze, jednak pozostaje spory niedosyt, bo koniec jest wiązany jakby autor musiał wracać do swojej pracy i nie miał czasu na pogłębienie tematu. Brakuje również mocniejszego zwrotu akcji, bo ten z pobiciem jest mało przekonujący i praktycznie nie zmienia toru fabuły. Z drugiej strony nie ma tutaj naiwnych zbiegów przypadku, co tak często irytuje w romansach.


Niepotrzebnie natomiast wpleciono wtręty wynikające zapewne z poglądów politycznych autora. Pojawiaj się aluzje do polityków („jak żyć?”), czy też mocna krytyka osób o nastawieniu patriotycznym. Ale niektórzy tak mają, że nawet w tego rodzaju literaturze upychają swoje stereotypowe poglądy.


Niewykorzystany jest także element lokalizacyjny. Autor jako Gdańszczanin nie wykorzystuje tego atutu, mało jest opisu miasta, przyrody, ustronnych miejsc. A w końcu w literaturze tego rodzaju, romantyzm miejsc jest jak najbardziej do wykorzystania.


Ogólnie: czyta się dobrze, szybko i refleksyjnie. Ale pozostaje z tej lektury niewiele, można powiedzieć że zapomina się na drugi dzień. A bezdomni jak śmierdzieli, tak dalej śmierdzą, nie pozwalając dostrzec w nich czegoś więcej.

8 wyświetlenia