• Andrzej

„Mała zagłada” – Anna Janko

Aktualizacja: 6 wrz 2019


Mała zagłada

Wstrząsająca historia wojenna. Indywidualna tragedia ukazuje rozmiar koszmaru okupacji niemieckiej dla ludności cywilnej.

Sochy. Mała miejscowość na Zamojszczyźnie. 1 sierpnia 1943 roku została spacyfikowana i doszczętnie spalona za rzekome wspieranie partyzantów. Uratowali się nieliczni mieszkańcy, w tym matka autorki książki.

W kilka godzin życie mieszkańców malutkiej wsi zostało zniszczone. Nawet ci, którzy przeżyli zachowali traumatyczne przeżycie. Bestialskie zachowanie okupanta wobec ludzi niezaangażowanych w konflikt zbrojny, w tym kobiety i dzieci, najlepiej uwidacznia skalę zdziczenia niemców.


Książka szczególną uwagę zwraca na wojenne losy dzieci. Ich zabijanie trudno wpisać w jakikolwiek sens działań wojennych. Mordowanie niewinnych istot to dowód na zezwięrzęcenie i czystą nienawiść. Często byli świadkami zabijania, a mordowanie najbliższych na oczach dzieci było powszechną praktyką niemców. Co przekładało się w traumę na całe życie. Doświadczyła tego matka autorki książki, a w kolejnym pokoleniu pośrednio sama aktorka.


Silnie oddziałuje na czytelnika prowadzenie opowieści przez córkę. Jej matka w momencie tragedii miała ledwie 9 lat. To potęguje wrażenie, jakoby cudem ocalona kobieta nie była w stanie po tylu latach nawet o tym wspominać. Ciężar przekazania prawdy o bestialskim mordzie spada na tych, którzy znają ją tylko z opowieści. Książka jest więc nie tyle o samej masakrze, która spadła jak grom z jasnego nieba i trwała ledwie kilka godzin, co o traumie tych co przeżyli. Traumie, która trwała wiele lat, często całe życie, a nawet przenosiła się na kolejne pokolenie. W domyśle pojawia się sugestia, że lepiej mieli ci którzy zginęli na miejscu, co przynajmniej zaoszczędziło im jakże trudnego egzystowania z myślą o losie ich najbliższych.


Książka Janko jest celowo chaotyczna, poszczególne rozdziały stanowią refleksje odnośnie różnych spojrzeń na nieludzkie praktyki wojenne. Autorka nie ogranicza się jedynie do II Wojny Światowej. Tłumaczy złą naturę człowiek i odwieczną, w tym również współczesną skłonność do zabijania w imieniu wydumanych idei. Powoduje to odbieganie od głównego tematu, ale taka odskocznia jest pożyteczna dla budowania napięcia. Pojawiają się nawiązania do konfliktu w Ruandzie, śmiercionośnych rządów autorytarnych, skutkach użycia bomby atomowej, współczesnej wojnie po rozpadzie Jugosławii.


Mocno zaakcentowana jest trauma wobec całego narodu niemieckiego. Janko wskazuje, że poszkodowani Polacy przez całe życie nie mogli znieść chociażby rozmowy w języku wroga. Symbolem tego są prośby matki w improwizowanych dialogach, aby pisać nazwę własną niemców małą literą (co w hołdzie ofiarom tego bestialstwa czynimy). To odkłamywanie tak powszechnej obecnie praktyki zrzucania winy nie na naród niemiecki, ale na bezimiennych faszystów, czy nazistów. Przewija się również niesprawiedliwość w ocenie historyków: podobna akcja odwetowa niemców w Czechach (Lidice) jest powszechnie znana, a o małej zagładzie w Sochach pamiętają tylko potomkowie ofiar. Sam tytuł książki jest symboliczna: zagłada , ale taka mała – co prawda cała wioska, ale ledwie 200 osób, nic dziwnego że mało medialne.


Mała zagłada” to niezwykle ważna, aczkolwiek trudna i ciężka w odbiorze pozycja. Pozwala jednak zrozumieć tragedie ludności cywilnej, które powoli odchodzą w zapomnienie. Napisana w specyficzny, osobisty sposób. Świadectwo historii. Strasznej historii. Ku pamięci w kolejną rocznicę niemieckiej napaści na Polskę. Rozpoczęcia wojny przeciwko całemu narodowi, przeciwko istocie człowieczeństwa.


Polskich świadectw książkowych o II Wojnie Światowej było wiele. Ale Janko pojawia się, gdy tematyka ta zeszła już na drugi plan, a wiele spraw jest zwyczajnie zakłamywanych. A ona pisze tak jakby dramat jej rodziny dotyczył ostatnich lat. To również sprawia, że „Mała zagłada” robi piorunujące wrażenie. I jest prawdziwym hołdem dla tysięcy podobnych ofiar. Cywilnych. Niewinnych. Ofiar bestialstwa narodu niemieckiego. Naszego odwiecznego wroga. Dlatego nie wolno ich rozgrzeszać, bo nasi przodkowie przez całe życie nie mogli znieść szwabskiego świergotu.


#READLIST 2019 33/52

2 wyświetlenia